|
Cykl perneński miał w Polsce straszliwego pecha. Zaczął się od fragmentu (około 2/3 książki) w Fantastyce w przekładzie Marka Doskocza. Skrót bardzo poprawił powieść. Przekład (nie mam możliwości porównania z oryginałem) wydaje się dość porządny i całkiem wierny, aczkolwiek jest parę błędów (nie ten rodzaj - np. "Na jajo Farantha", przestawione imiona jeźdźca i smoka). Jakiś czas potem (1991) Rebis wydał Jeźdźców w "skrótowym" tłumaczeniu Teodora Panasińskiego. To były te dawne, złe czasy, kiedy korektorzy korygowali... Więc jest napisane całkiem przyzwoicie, na niezłym papierze, z mapą właśnie z tego tomu, rysunkami, słowniczkiem... Tylko ten "skrótowy" przekład... Każde prawie zdanie jest obcięte. A to brak słowa, a to zdania podrzędnego... W ten sposób udało się wcisnąć powieść w 272 strony. Kiedy cztery lata później wziął się za cykl perneński Amber, Jeźdźcy smoków (Dragonflight = Smoczy lot) w obróbce Jarosława Platanowskiego i Rafała Chodasza miał 335 stron. Chwała Amberowi? Nie bardzo... Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Amber w każdym tomie podaje imię i nazwisko korektora. Przecież wystarczy przekartkować dowolny tom, żeby zauważyć, że nikt tekstu przed wydrukowaniem nie czytał...
W 1995 roku (teoretycznie) Amber wypuścił tomy 1-5. Przy czym tom 3 (przypadkiem tytuł się zgadza: The White Dragon = Bialy smok) powinien być szóstym... Z wyjątkiem Smoczego śpiewaka (Dragonsinger: Harper of Pern = Smocza śspiewaczka: Harfiarka (z) Pernu) wszystkie z tą samą mapą. W jednym z tomów alfabetyczny spis postaci urywa się na literze T. Każdy tom tłumaczy kto inny:
W 1996 roku (teoretycznie) dochodzą: Zmiana kolejności tomów (podcykl Menolly powinien wyprzedzać Białego smoka), kompletny brak korekty i redakcji, brak najskromniejszej nawet wiedzy o całości cyklu doprowadza do śmiesznych błędów. W każdym tomie te same rzeczy, rośliny, zwierzęta nazywają się inaczej, poza paroma wyjątkami (np. Weyr, runner-biegus). W każdym tomie jedne nazwy geograficzne są odmienne, a inne nieodmienne. Piankowe ciastka stają się kipiącymi ciastkami. Wiadomo, tłumacze czytają tylko własne tłumaczenia.
Polskie tłumaczenia sprawiają wrażenie przygodowej literatury dla dzieci i młodzieży. Anne McCaffrey nie jest może wielką pisarką, ale coś w ten cykl starała się włożyć. Jego głównym tematem wcale nie są pojedynki F'lara z czarnymi charakterami i poszukiwanie swego miejsca w świecie przez piętnastolatków. W pierwszym tomie najdobitniej widać dramat odkrywania na nowo utraconej przez gnuśność i głupotę wiedzy, ale jest to chyba główny temat całego cyklu. Kluczowe jest zestawienie trzech pierwszych tomów z toczącą się 900 lat wcześniej historią Morety. W czasach Morety podróże "pomiędzy" w czasie były rzeczą na porządku dziennym, ale nie eksponowaną - zastrzeżoną dla królowych i spiżowych smoków. Normalne było, że sprawny jeździec z rannym smokiem brał sprawnego smoka rannego lub chorego jeźdźca, jeśli tylko umiał się z nim porozumieć. I to właśnie uznano za przyczynę tragedii Morety, więc tego zakazano. Władcy z przeszłości nie dopuszczają nawet takiej myśli w czasach Lessy. W czasach Morety wszyscy wiedzą o kontynencie południowym, ale z niego przywleczono zarazę - stąd związany z nim zakaz, który w czasach Lessy doprowadził do zupełnego zapomnienia całego kontynentu. W czasach Morety Weyry wymieniają królowe - sama Moreta z Ista trafiła do Fortu. A w czasach Lessy...
Anne McCaffrey poruszyła dość drastyczny temat obyczajów seksualnych. Władczyni Weyr musi dostosować się do swojej królowej - nie może sama wybierać partnera. Musi połączyć się z jeźdźcem spiżowego, który dogonił królową, żeby ich orgazm powstrzymał przepełnione namiętnością smoki przed zniknięciem w "pomiędzy". W całym cyklu istotną kwestią jest ewolucja języka. Dlatego Obrót, a nie rok, płaciwo a nie pieniądze. I z tego powodu HNO_3 nazywa się agenothree. Stąd "trójagenon" w początkowych tomach, a "hanocz" w Morecie. Wiem, łatwo mi mówić - czytałem The Dolphins Of Pern, gdzie ten wątek staje się istotny. Ile jeszcze zgubili tłumacze?
Aleksandra Januszewska, która "spolskawiała" Smoczego śpiewaka i Opowieści Nerilki, zapisała się w mojej pamięci jednym, niesamowitym błędem: "Wiosna zawitała do Pernu dopiero niedawno (...)". Nie sądzę, żeby stale tłumaczyła: "przylecieliśmy do Marsa", "dzień zawitał do Księżyca". Sądzę, że zdawało jej się, że Pern to daleka, bajkowa kraina na Ziemi. Bo Smoczy śpiewak nie ma prologu, w którym jak wół jest napisane, że Pern jest planetą. Wszystkie inne tomy mają. No i oczywiście w spisie postaci Mirrim figuruje jako "wychowanek Brekke". A zamiast F'lar i F'nor są tam Flar i Fnor - "zapomniał o honorowej, ściągniętej formie imienia". Poprzednio podkreśliłem, że pod względem języka, ortografii, interpunkcji i literówek Opowieści Nerilki korzystnie różnią się od zwykłej produkcji Amberu i przypominają książki z dawnych, złych czasów. Znalazłem od tego czasu literówke na str. 87: "Zgniłam się za krytykę, na jaką pozwoliłam sobie wobec Lorda Warowni." Nie, płakać się chce... Jeśli czytać, to tylko w oryginale...
Z poważaniem
Tłumaczenie "Opowieści Nerilki" Tłumaczenie "Morety pani smoków z Pern" Tłumaczenie Renegatów Pernu Więcej o cyklu Pern, Renegatach Pernu i Delfinach z Pern Tłumaczenie "Narodzin smoków" |