Zamieściliście Państwo stronę podpisaną przez osobę tytułującą się "Peter", która to strona zawiera niepochlebne uwagi na temat mojego tłumaczenia list dialogowych niektórych odcinków seriali "Star Trek" i "Babilon 5". Ja nie będę już po raz setny powtarzał dlaczego przetłumaczyłem coś tak a nie inaczej, ponieważ wysyłałem już wyjaśnienia w powyższej sprawie do redakcji filmowej TVN, a nawet do prasy codziennej, i po prostu nie mam już zdrowia, żeby się w tym babrać. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na kilka drobiazgów.

  1. Krytyk atakuje mnie za to, że w serialu "Babilon 5", w odniesieniu do tachionów użyłem określenia "cząsteczki kątowe". Otóż musiała zajść pomyłka, ponieważ nigdy nie użyłem określenia "cząsteczki kątowe". TVN rozdzielał odcinki "Babilonu 5" między bodajże czworo tłumaczy i inkryminowane wyrażenie musiało pochodzić od kogoś innego. Jeżeli pan "Peter" postanawia wycierać sobie twarz moim nazwiskiem w - było nie było - publicznym miejscu, powinien chyba sprawdzić fakty.
  2. Krytyk potępia tłumaczy za spluralizowanie tytułowego "Next Generation", opatrując to (jak i zresztą większość innych uwag) szyderstwami. Domyślam się, że pan "Peter" nie wie, jak w praktyce wygląda tłumaczenie filmów i seriali, a chyba powinien wiedzieć, skoro z tak pryncypialnych pozycji krytykuje osoby wykonujące ten zawód. Otóż o tytule filmu czy serialu prawie NIGDY nie decyduje tłumacz - nie tylko, zresztą, w TVN-ie; taka praktyka obowiązuje wszędzie. W ogromnej większości przypadków przekład tytułu pochodzi od dystrybutora czy też redakcji filmowej odnośnej stacji telewizyjnej. O tym, że w tytule są "pokolenia" dowiedziałem się z ekranu mojego telewizora. Niestety, w krakowskim TVN-ie tłumacz nie asystuje przy udźwiękowieniu, więc nie ma wpływu na ostateczną wersję.
  3. Ja nie będę po raz n-ty wyjaśniał, dlaczego "captain" w Marynarkach Wojennych państw kultury anglosaskiej nie może być "kapitanem". Jeśli ktoś nie jest w stanie odróżnić statków cywilnych/handlowych od jednostek bojowych, to trudno. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na sposób argumentacji pana "Petera". Cytuję: "To całkowicie niezrozumiałe biorąc pod uwagę, że od dziecka jesteśmy przyzwyczajeni, że statkiem (czy to morskim czy kosmicznym) dowodzi KAPITAN". Co to za argument: "Od dziecka jesteśmy przyzwyczajeni"?! Od dziecka jesteśmy przyzwyczajeni, że prezenty pod choinkę przynosi Święty Mikołaj, a dzieci rozprowadza bocian. Inny argument użyty przez pana "Petera": "Jeden z moich znajomych (...) stwierdził, że serial jest bardzo ciekawy, tylko nie może zrozumieć czemu rangę tego "łysego" tłumaczą jako "komandor", skoro w tle wyraźnie słychać, że załoga zwraca się do niego "captain"". Zwracam uwagę na logikę tego argumentu. Stosując konsekwentnie tę zasadę nie należałoby rzeczownika "lunatic" tłumaczyć jako "wariat", ale jako "lunatyk", ponieważ tak słychać w tle; "purple" nie oznaczałoby "fioletowy", ale "purpurowy"; "actually" nie tłumaczyłoby się jako "w gruncie rzeczy", ale "aktualnie"; a "closet" oczywiście byłby "klozetem", ponieważ TAK SŁYCHAĆ W TLE!!!
    Najbardziej kuriozalny jest chyba atak na zastosowanie zasad polskiego słowotwórstwa do nazw poszczególnych ras. Oczywiście, można się sprzeciwiać dołączaniu polskich przyrostków do obcobrzmiących nazw i domagać się pozostawienia ich w postaci niezmienionej. Za tym także przemawiają argumenty! Ale zamiast argumentów znajdujemy, co następuje: "Przypuszczam, że istnieje na to jakaś reguła gramatyczna. Przyznaję się bez bicia - nie znam jej, ale jak to się dzieje, że jest stosowana niezmiennie do przedstawicieli wszystkich napotykanych cywilizacji? Na Ziemi są wprawdzie Chińczycy czy Koreańczycy, ale z tego co wiem nie ma Amerykańczyków, Belgijczyków itp.". Mnie przeraża to, że można krytykować kogoś za niepoprawne posługiwanie się gramatyką, kiedy samemu nie zna się podstawowych reguł słowotwórczych!

W swojej końcowej diatrybie pan "Peter" zwierza się ze swojego wrażenia, że tłumacze TVN "to grupka niedouczonych licealistów, których rodzice pracują w TVN i zapewniają im posady". Określenia tego typu są bardzo obraźliwe i zamieszczanie ich w publicznym miejscu (dostępnym wszak poprzez zwykłą wyszukiwarkę) świadczy według mnie o poważnych niedostatkach kultury osobistej autora. Co do mnie, nie jestem licealistą i dawno przeleciałem trzydziestkę. Nie wiem, w jakim wieku jest pan "Peter", ale zwracam uwagę na jedną rzecz. Swój wywód dotyczący nazewnictwa rozpoczął on następująco: "Tłumacze mają irytujący zwyczaj stosowania polskiej deklinacji do nazywania obcych. Mamy więc: Klingończyków zamiast Klingonów... etc." Otóż zrobienie "Klingończyka" z "Klingona" jest zabiegiem słowotwórczym, który nie ma nic wspólnego z deklinacją! Deklinacja jest to odmiana przez przypadki i liczby wyrazów już zaistniałych w języku i wiedzą o tym nie tylko licealiści, ale nawet uczniowie szkoły podstawowej, gdyż jest to w programie nauczania. Szkoda, że nie wie o tym pan "Peter", kiedy zabiera się do ośmieszania innych za nieudolność językową.

Na zakończenie pan "Peter" pisze rzecz najbardziej dla mnie intrygującą: "Nie chwaląc się, nawet ja byłbym lepszym tłumaczem niż panowie Mościcki i Obażanowski". Muszę przyznać, że niezwykle mnie to rozbawiło. Czy Pan, panie krytyku, kiedykolwiek przymierzał się do przekładu filmu? Jest to wbrew pozorom dosyć trudne. Tłumacz nie bierze forsy za samo tłumaczenie, ale też i za OPRACOWANIE tekstu, czyli skrócenie go w taki sposób, aby lektor był w stanie go PŁYNNIE przeczytać. Otóż angielszczyzna jest znacznie "krótsza" od polszczyzny. Co więcej lektor ma tylko jeden aparat gębowy, a bohaterowie filmu mogą się przekrzykiwać w wartkim dialogu. Bywa więc, że trzeba bardzo radykalnie skracać tekst, uważając przy tym, by nie uronić niczego z sensu wypowiedzi. To czasem prawdziwa łamigłówka. Naprawdę uważa Pan, że zrobiłby to pan lepiej? Podejmuję rękawicę. Wezmę z którejś telewizji przeciętny tekst filmu wraz z nagraniem na kasecie VHS. Umówimy się na przetłumaczenie, powiedzmy, dwóch aktów i damy to komuś do oceny. O skrzynkę piwa. To jak?

Z poważaniem,
Krzysztof Mościcki



Artykuł Petera