Pan Jacek Kozerski obrywa od was głównie za niefortunny przekład ziemiomorskiej nomenklatury. Moim zdaniem jest to sprawa drugorzędna, natomiast więcej "serdeczności" należało by mu się za totalne położenie niektórych fragmentów. Nie zamierzam specjalnie przekopywać się przez jego tłumoczenie, ale podam najbardziej wyrazisty przykład. Arren zastanawia się, czy wziąć ze sobą miecz.

Oryginał:

'It's no sea-trader's sword,' he said. 'The scabbard is too fine.'
Sparrowhawk, busy at the tiller, shot him a look. 'Wear it if you like.'
'I thought it might be wise.'
'As swords go, that one is wise,' said his companion, his eyes alert on their passage through the crowded bay. 'Is it not a sword reluctant to be used?'


Bohaterowie mówią wyraźnie o dwóch różnych rzeczach. Można to zinterpretować jako nieporozumienie (Krogulec jest przecież zajęty czym innym) czy żart słowny, ale pan Tłumoczyciel przeszedł samego siebie:

'Myślałem, że on może Wiedzieć' [tak mam, wielką literą]
'Wśród mieczy, ten jeden wie.' [...] 'Przecież niełatwo go użyć, prawda?'

Przy pierwszym czytaniu prawie mnie powaliło. Na dodatek ta wielka litera sugeruje wręcz mistyczny wymiar sprawy. Czyżby miecz znał przyczynę problemów całego Ziemiomorza? Tymczasem wystarczyło zastąpić 'miecz' rzeczownikiem rodzaju nijakiego, np. 'ostrze', a tłumaczenie stałoby się może nie piękne (bo pięknie się z tego chyba nie da wybrnąć), ale przynajmniej bardziej zrozumiałe.

- Nie wygląda na ostrze morskiego kupca - powiedział - Pochwa też jest zbyt wymyślna.
- Weź je, jeśli chcesz - Krogulec, zajęty przy sterze, zerknął na niego.
- Myślałem, że to może być rozsądne.
- Jest rozsądne, jak na ostrze - odparł jego towarzysz, pilnie wypatrując przejścia przez zatłoczoną zatokę - Przecież nieczęsto daje się używać, prawda?

Dorota Guttfeld


Więcej o "Najdalszym brzegu"