Star Trek na TVN czyli zażalenia fan-klubu

Chciałbym poruszyć sprawę serialu "Star Trek: Następne Pokolenie" nadawanego od pewnego czasu przez TVN.

[...]

I. Tłumaczenie.

Z tego co zaobserwowaliśmy, tłumaczeniem pierwszego sezonu zajął się w większej części pan Krzysztof Mościcki, potem zaś "dzieła" dokończył i prowadzi nadal pan Michał Obażanowski.

Pisząc krótko i treściwie : TŁUMACZENIE JEST FATALNE! Chwilami wręcz żenujące. Poniżej przytoczę największe błędy w przekładzie serialu, znacząco wpływające na przyjemność wynikającą z jego oglądania..

1. Stopnie wojskowe bohaterów.

Tłumacze najwyraźniej uparli się, by oznaczenia stopni stosowane w Gwiezdnej Flocie naciągnąć pod Polską Marynarkę Wojenną.

I tak dowódca statku Enterprise, który w oryginale nosi stopień "captain" (czyli jakby nie patrzeć - KAPITAN), według tłumaczy jest KOMANDOREM. To całkowicie niezrozumiałe, biorąc pod uwagę, że od dziecka jesteśmy przyzwyczajeni, że statkiem (czy to morskim czy kosmicznym) dowodzi KAPITAN. No i jest ewidentnym przeinaczeniem.

Jeden z moich znajomych, który wcześniej nigdy nie widział Star Treka, stwierdził że serial jest bardzo ciekawy, tylko nie może zrozumieć czemu rangę tego "łysego" tłumaczą jako "komandor" skoro w tle wyraźnie słychać, że załoga zwraca się do niego "captain".

Idąc dalej w swoje matactwa, tłumacze stwierdzili, że stopień "kapitan" nosi człowiek zajmujący na statku pozycję pierwszego oficera. Jest to równie niezrozumiałe jak w poprzednim przypadku, jako że w oryginale pierwszy oficer nosi stopień "commander". Tutaj rzeczywiście można się trochę zgubić, jako że w polskiej Marynarce nie ma odpowiednika tego stopnia (a już na pewno nie jest nim "kapitan"!).
"Commander" mozna od biedy (zważywszy na fonetyczne podobieństwo) przetłumaczyć jako "komandor". Tak uczynili tłumacze z Canal Plus i choć nie jest to dokładny odpowiednik słowa "commander", to najbardziej pasuje.
Co ciekawe i dziwne, osoby noszące w serialu stopień "lieutenant commander", czyli "komandora - porucznika" w polskiej wersji są również kapitanami. Totalna bzdura. Tłumacze zajmujący się zawodowo przekładem nie mają prawa popełniać tak rażących błędów.
Coś takiego po prostu wprowadza ludzi w błąd.   [replika pana Mościckiego]

2. Polski tytuł serialu.

Według programu TVN jest to serial "Star Trek", co nie jest zgodne z prawdą. Tytuł "Star Trek" nosi serial będący pierwowzorem serialu emitowanego obecnie przez TVN. "Star Trek" powstał ponad trzydzieści lat temu i ktoś może się pomylić....
Zastanawiające jest, że w czołówce serialu jest podany pełny jego tytuł, ale z błędem (a jakże!). Otóż lektor wyraźnie czyta "Następne Pokolenia". Czyżby tłumacze nie wiedzieli, że skoro w słowie "Generation" nie ma na końcu literki "s" to jest to liczba pojedyńcza? Takich rzeczy dzieci uczą się w podstawówce! Prawidłowy tytuł serialu brzmi "Star Trek: Następne Pokolenie"!   [replika pana Mościckiego]

3. Tłumaczenie terminów technicznych.

Seriale spod znaku "Star Trek", w tym i TNG, najeżone są dużą ilością pseudotechnicznego żargonu, który, co ciekawe, w znacznej mierze jest oparty na osiągnięciach współczesnej fizyki. Dla osób nie obeznanych z odkryciami ostatnich lat (czyli dla większości przeciętnych ludzi), lub przynajmniej z literaturą science-fiction, tłumaczenie owych zwrotów i terminów może być trudne.
Tłumacze "Następnego Pokolenia" zatrudnieni przez TVN dowodzą słuszności tego stwierdzenia wykazując się tendencją do przekręcania nazw i udziwnionego słowotwórstwa.
Tłumacze Canalu Plus byli rozsądniejsi i zatrudnili "konsultanta" by ich chronił przed takimi właśnie wpadkami jakie nagminnie zdarzają się tłumaczom TNG w TVN.

Kilka przykładów inwencji tłumaczy:

a). W serialu stosowane jest urządzenie służące do szybkiego transportu, którego zasada działania opiera się na zamianie materii w energię i przesyłanie jej pod tą postacią do miejsca przeznaczenia. W oryginale nazywa się ono "transporter" (czyzby nieznane słowo?). Tłumacze zaś nazwali je "teleporterem", a sam transport "teleportacją" (w oryginale "beaming" - "przesyłanie"). W serialu ANI RAZU NIE PADA OKREŚLENIE "TELEPORTATION" czy "TELEPORT"! Z tą teleportacją to jakaś mania....

b). W każdym odcinku mamy okazję usłyszeć wyrażenie w stylu "szósta nadświetlna". Chodzi o prędkość rozwijaną przez statki kosmiczne. W oryginale wyrażenie takie brzmi "warp 6". Tłumaczenie słowa "warp" (czyt. [łorp]) jako "nadświetlna" jest całkowitym nieporozumieniem z kilku powodów;
Po pierwsze, statki w serialach "Star Trek" nie poruszają się szybciej niż światło. W dwudziestym czwartym wieku, w którym to umiejscowiona jest akcja, prędkość światła jest nadal nieprzekraczalna! Statki wprawdzie są w stanie znaleźć się w innym miejscu szybciej niż dałoby radę dokonać tego światło, lecz zawdzięczają to nie przekraczaniu prędkości światła, lecz zaginaniu czasoprzestrzeni. To, że przestrzeń jest zakrzywiona nie jest żadną nowością już od wielu, wielu lat, odkąd Einstein wysunął taki wniosek. Statki w tym serialu posiadają specjalny rodzaj napędu (w oryginale "warp drive" - po przeinaczeniu przez tłumaczy - "napęd nadświetlny"), który jest w stanie zaginać przestrzeń, skracając tym samym drogę między dwoma punktami. Angielskie słowo "warp" oznacza właśnie "zginanie, zakrzywianie".
Po drugie, w serialu "warp" jest także futurystyczną jednostką fizyczną. Jakoś nikt nie próbuje przetłumaczyć watów, metrów czy mil. Również inne kraje uznały słowo "warp". W niemieckiej wersji językowej "warp" jest "warp" mimo, że Niemcy nie maja tego słowa w słowniku. Mam nadzieję, że wkrótce sponsorem serialu w TVN zostanie producent napoju energetycznego "WARP 4". Może wtedy, podobnie jak miało to miejsce na Canal Plus doczekamy się odpowiednich zwrotów w polskiej wersji językowej.
Po trzecie wreszcie, na fizyce jesteśmy uczeni, że prędkość światła jest ostateczna. Wymyślając bzdury typu "nadświetlna" tłumacze mącą w głowach młodzieży i wystawiają się na pośmiewisko bardziej zorientowanej w fizyce części widzów.

Ale "prędkość nadświetlna" to nie wszystko. Jakiś czas temu, pojawił się (chyba za sprawą pana Mościckiego) termin "napęd infleksyjny". To jest właśnie przykład cudownego słowotwórstwa.... Zrozumiałbym "napęd nadprzestrzenny", ale "infleksyjny"???
Bez przesady.... Są pewne granice nonsensu.

Jak już wcześniej napisałem, serial obfituje w różne techniczne wyrażenia i dalej tłumacze całkiem się pogubią jeśli nie zapewnią sobie jakiejś pomocy merytorycznej (oprócz słownika). Ta technika i terminy z nią związane stanowią ważną część specyficznego klimatu serialu, a dzięki tłumaczom, klimat ten ulega w dużej mierze zniszczeniu.

I tu mała uwaga odnośnie serialu "Babilon 5", która jednak wiąże się ze Star Trekiem. W ostatnich dwóch odcinkach "B5" pojawił się termin "tachyon particles". Po przetłumaczeniu "dowiedziałem się", że są to "cząsteczki kątowe". JAKIE CZĄSTECZKI???!!!
Czy pan Mościcki naprawdę nigdy nie słyszał o TACHIONACH???
Kolejny dowód, że seriali fantastyczno-naukowych nie można "dowolnie" tłumaczyć....
Tachiony nieraz pojawią się w "Star Treku", więc lepiej by tłumacze wiedzieli, że nie są to żadne "kąty"!   [replika pana Mościckiego]

4. Tłumaczenie nazw własnych statków i planet.

I na tym polu tłumacze się nie sprawdzili. Raz tłumaczą nazwę, raz nie.
Oczywiście nie powinno się tłumaczyć nazw własnych! Tymczasem niedawno pojawił się kwiatek w postaci przetłumaczenia nazwy statku "Renegade". Co ciekawe przetłumaczono ją poprawnie ("Renegat"), ale sam pomysł tłumaczenia nazw jest głupotą. Czy tłumaczymy na przykład nazwy amerykańskich wahadłowców kosmicznych? Czy mamy "Odkrycie" zamiast "Discovery"? Albo "Atlantydę" zamiast "Atlantis"? Nie!
Skoro nie tłumaczą nazwy "głównego" statku (USS Enterprise) czy innych pojawiających się gościnnie (np. USS Stargazer) to niech będą konsekwentni!

I proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie namawiam, broń Boże, do przetłumaczenia nazwy Enterprise. Po prostu lepiej zostawić nazwy w wersji oryginalnej.

Podobnie ma się sprawa z klasyfikacją statków kosmicznych. Klasa statku bierze swą nazwę od pierwszego statku tej serii jaki wyprodukowano. Na przykład Enterprise jest statkiem klasy Galaxy i nie wolno tego tłumaczyć jako "klasa galaktyczna" czy tym podobne bzdury!

Nazwy niektórych miejsc - planet i stacji również budzą poważne zastrzeżenia.

5. Nazewnictwo przedstawicieli innych cywilizacji.

Tłumacze mają irytujący zwyczaj stosowania polskiej deklinacji do nazywania obcych. Mamy więc: Klingończyków zamiast Klingonów, Romulańczyków zamiast Romulan... itp. Przypuszczam, że istnieje na to jakaś reguła gramatyczna. Przyznaję się bez bicia - nie znam jej, ale jak to się dzieje że jest stosowana niezmiennie do przedstawicieli wszystkich napotykanych cywilizacji? Na Ziemi są wprawdzie Chińczycy czy Koreańczycy, ale z tego co wiem nie ma Amerykańczyków, Belgijczyków, itp. Podejrzewam, że również tłumacze nie znają zasad odmiany....
Podobnie ma się sytuacja z rasą o nazwie Ferengi. Tłumacze zmienili ją na "Ferengowie". Paskudztwo.   [replika pana Mościckiego]

Zresztą to samo jest w serialu "Babilon 5", gdzie również roi się od "Minbarczyków" (zamiast Minbari, ew. Minbaryjczyków), "Centauryjczyków" (zamiast Centauri) czy "Narneńczyków" (zamiast Narnów).
Straszne rzeczy.... Dobrze że zamiast "Cieni" nie ma tam "Cienijczyków"....

6. Ogólne przekręcanie, przeinaczanie, błedne tłumaczenie etc. etc....

Tutaj podam przykłady. Mówią one same za siebie.

a). W poniedziałek 26. 01. 98 w odcinku p.t. "Skin of Evil" (po naszemu "Diabeł wcielony") pojawił się "byk" za który z miejsca wywaliłbym tłumacza z pracy i wysłał na kurs dla średnio zaawansowanych. Miał miejsce taki dialog:

Armus: "I killed one of them".
Troi: "Yes, I know."
Armus: "How can you be here and know that?"

Z przetłumaczeniem tej prostej, w dodatku wyraźnie słyszalnej kwestii nie powinien mieć problemu nawet niedouczony licealista. Powinna brzmieć:

Armus: "Zabiłem jedno z nich".
Troi: "Tak, wiem".
Armus: "Jak możesz wiedzieć będąc tutaj?"

A co zrobił pan Obażanowski? W jego tłumaczeniu wyglądało to tak:

Armus: "Jesteś jedną z nich?".
Troi: "Tak... Wiem już..."
Armus: "Skąd wiesz?"

Coś takiego nie wymaga chyba komentarza. A nie był to pierwszy taki przypadek. I pewnie nie ostatni.


Podsumowując, stwierdzam, że tłumaczenie TNG jest do niczego. Błędy i przeinaczenia serwowane nam przez tłumaczy są żenujące i świadczą o wyjątkowo niskim poziomie tłumaczy. Zarówno w kwestii znajomości języka, jak i niezbędnej przy serialach "Star Trek" znajomości niektórych dziedzin nauki (głównie fizyka). Nie wiem skąd TVN "werbuje" tłumaczy, ani gdzie się oni szkolą, ale gdy się słucha co wyczyniają można odnieść wrażenie że to grupka niedouczonych licealistów, których rodzice pracują w TVN i zapewniają im posady. Nie chwaląc się, nawet ja byłbym lepszym tłumaczem niż panowie Mościcki i Obażanowski.   [replika pana Mościckiego]
I w dodatku jeśli chodzi o ST, darmowym :)

[...]

Z poważaniem
Peter (peterp1@kki.net.pl)




Odpowiedź pana Mościckiego